Historii Optyki Okularowej w Marysinie Wawerskim cd…
Po półrocznej koegzystencji w Naprawie RTV-AGD ,w tym samym pawilonie zwolniło się miejsce po pralni. Bardzo duży lokal podzielono na jeden mniejszy i drugi trochę większy. Mniejszy , całe 45 m2 został przydzielony przez Radę Osiedla na Usługi Optyczne. Przeniosłam się więc na metraże, które pozwoliły rozwinąć mi skrzydła. Oddzielne pomieszczenie na Gabinet Okulistyczny, Pracownię Oftalmiczną ( szlifowanie i oprawianie soczewek okularowych) i SALON Ekspozycyjny, dziś zwany SHOW ROOM.Nieskromnie przyznam, że jako jeden z pierwszych mój salon wyposażyłam w AUTUREFRAKTOMETR , czyli komputer do badania wzroku i nawiązałam współpracę z Okulistką. W pracowni szlifierskiej pojawił się sprzęt do szlifowania soczewek , a wraz z nim Optyk Oftalmik z tytułem Mistrz Optyki Okularowej. Rok 1991 rozpoczęłam gotowa do działalności , która trwa do dziś.

Przedwielkanocne zdarzenie
Zanim jednak przeprowadziłam się do nowego lokalu, wydarzyła się pewna sytuacja, która głęboko utkwiła mi w pamięci. Zbliżały się Święta Wielkanocne 1991 roku. Piękna, słoneczna pogoda skłoniła wielu klientów do zamówienia szkieł przeciwsłonecznych korygujących wadę wzroku. W tym czasie soczewki plastikowe były bardzo drogie, więc większość klientów zamawiała szklane. Oprawianie soczewek szklanych wiązało się z dużym ryzykiem pęknięcia, zwłaszcza , gdy w grę wchodziły minusy .Soczewka minusowa jest dość cienka na środku , a trzeba użyć dość sporej siły , żeby obsadzić je w oprawce, zwłaszcza w dominujących w tamtym czasie z tworzywa. Oszlifowane i zabarwione soczewki przywoziłam do mojego saloniku ( ciągle jeszcze w Naprawie RTV AGD),gdzie niestety nie miałam zbyt dobrych warunków pracy. Po odbiór okularów zgłosiło się wielu klientów, każdy w przedświątecznej gorączce. W wyniku presji kolejki ( lub z powodu niewielkiego jeszcze wtedy doświadczenia) ,minusowe soczewki przeciwsłoneczne jednego z oczekujących klientów pękły na pół w trakcie montażu. Trzęsąc się z nerwów, z bijącym ze strachu sercem wyszłam z zaplecza oznajmić klientowi ,że nie będzie miał okularów słonecznych na Swięta.Liczyłam na zrozumienie, jednocześnie rozumiejąc rozczarowanie klienta. Ten jednak nie miał zamiaru litować się nade mną. Inaczej ,niż w przypadku modelki ,mężczyzna potraktował mnie jako nieudolnego usługodawcę, który zepsuł mu Święta Wielkanocne. Dla mnie też były to pierwsze Święta mojej kariery zawodowej, które zdominowane zostały przez podły nastrój , spowodowany wspomnieniem wszystkich wyzwisk jakimi obdarował mnie niezadowolony klient. Już niestety po Świętach, nowe okulary odebrała córka owego Pana, który więcej do mojego „salonu” nie wrócił.
Od tamtej pory bardzo dużo zmieniło się w optyce i mojej działalności. 99% prac to soczewki plastikowe, o niewiarygodnie lepszych parametrach niż szklane i pierwsze plastikowe. O tym w następnych artykułach. Zachęcam do śledzenia osobistej relacji z rozwoju optyki okularowej…w Marysinie Wawerskim.